Pracujesz na umowie śmieciowej? Możemy pomóc!

Teoria i praktyka

„Ile będzie ludzi?” Wieczne pytanie wątpiących. Wątpiących, czy warto się ruszyć sprzed facebooka i faktycznie wziąć udział w jakimś wydarzeniu, nie tylko klikając „lubię to”. Zaangażować się, poświęcić trochę energii i wykazać trochę zdecydowania. Na chwilę choć przełamać obezwładniający ciężar psychicznego „nicniemożenia”. Ja nic nie mogę, nie dam rady zmusić pracodawcy do zapłacenia mi zaległej pensji, „nie dam rady”, itd. Ile razy to słyszeliśmy? „Nie da się”, nawet wtedy gdy się da, często bardzo skromnymi siłami, nawet gdy zaangażuje się garstka zdecydowanych ludzi. Otacza nas chciejstwo, brak wiary. Chciałoby się za to lać po mordzie. Tak! Bo to zbrodnia wciąż wygadywać „nie da się”, gdy KAŻDY kto podjął walkę w choć minimalnym stopniu – wygrał. Nawet jeśli wygrał tylko swoją godność (a przecież zazwyczaj wygrywa też o wiele więcej – umowę najmu, odszkodowanie za bezprawne zwolnienie z pracy, itp.). To przerażające jak ta samokastrująca się mentalność, której jedynym skutkiem jest niewolnicze znoszenie kolejnych upokorzeń, rozpowszechniła się zarówno na lewicy, jak i na prawicy.

Na prawicy, wiadomo: kolejne marsze w symboliczne rocznice, symbole wspomnienia, jacy kiedyś byliśmy wielcy. Eskapizm w idealizowaną przeszłość, ucieczka od przygniatającej teraźniejszości, z jej nierozwiązanymi problemami, z którymi pozbawiona wsparcia społeczności jednostka nie ma szansy sobie poradzić. Ale poprzez chwilę można o tej koszmarnej teraźniejszości zapomnieć. Można pomachać flagą, odpłynąć w fantazje o projektowanej w przeszłość utopii „złotego wieku”, zwalić winę na zewnętrznego wroga. Jednym słowem, poczuć się lepiej, nic nie zmieniając.

Na lewicy jednak nie lepiej. To co stanowi największą wartość lewicy, czyli praca organiczna u podstaw, która jako jedyna ma realną szansę zjednać wszystkich wykluczonych, niezależnie od innych podziałów światopoglądowych, równie dobrze mogłaby być domeną archeologów. Gdy porówna się ilość czasu poświęcaną na codzienną walkę o najbardziej podstawowe sprawy z ilością odezw, mitów samopromujących, czczej gadaniny i tematów zastępczych, można dojść do wniosku: ch*j z taką lewicą! Czego by nie próbować, to samo „nicniemożenie”, to samo debilne pytanie „ilu będzie ludzi?” - bo samemu nie ma się dość kręgosłupa by stanąć w obronie słusznej sprawy, tylko dlatego że jest słuszna, a nie dlatego że musi to poświadczać obecność tłumu. Zresztą, jak łatwo zrozumieć, ci którzy nie mają w sobie dość przekonania i wiary, by działać o własnych siłach – złamią się także wtedy, gdy obok nich będzie nawet tysiąc innych osób pozbawionych wiary i determinacji.

Prawica chciałaby nas przekonać, że to kwestia charakteru: że człowiek rodzi się z kręgosłupem, lub bez. Że większość jest skazana na bierne podążanie za liderami, gdyż sami nie mają dość wyobraźni, woli i wiary, by rozwiązać najprostsze problemy. Lewica mówi na to: nie, to bezradność wyuczona, słabość która nam została wpojona wiecznym odtwarzaniem mitów o urojonej wielkości, wobec której zawsze czujemy się mali i niekompetentni. Ta wielkość jest zawsze GDZIE INDZIEJ. Obojętnie, w przeszłości, w przyszłości, na innym kontynencie. Nigdy tu, w TWOICH rękach. A przecież wszystko czego potrzebujesz jest w zasięgu ręki. Wystarczy tylko, że będziesz mieć dość WIARY. Wszystko czego pragniesz jest po drugiej stronie strachu. Strachu przed śmiesznością, osamotnieniem i izolacją. Po drugiej stronie opiumowego otępienia i wiecznego „nicniemożenia”.

Kolejny raz, rola odgrywana przez państwo i policję staje się całkiem jasna.

Wszystko wskazuje na to, że BRW Sofa stara się wszcząć sprawę sądową przeciwko ZSP. Po tym, jak pracownicy BRW Sofa poskarżyli się na warunki panujące w firmie i pracodawca otrzymał tytuł „Najgorszego Pracodawcy Roku” (później dyrektor firmy zaprzeczała, że przyznanie tytułu miało miejsce). Później, gdy związkowiec pracujący w BRW Sofa napisał o przypadku złamania praw pracowników, został zwolniony dyscyplinarnie. W wyniku kampanii zainicjowanej przez ZSP oraz negocjacji z udziałem związków zawodowych, firma zgodziła się szybko podpisać ugodę z pracownikiem. Jednak teraz BRW Sofa stara się nasłać olsztyńską policję na ZSP.

Wydział do spraw przestępstw gospodarczych policji zażądał od ZSP podania danych osób publikujących materiały na stronach ZSP. Brak oczywiście informacji, jakie „przestępstwo gospodarcze” miało zostać popełnione. Kto właściwie nie zapłacił pracownikom pensji, albo nie zapłacił im wynagrodzenia za nadgodziny? Czy to ZSP tworzy najróżniejsze fikcyjne spółki, by uniknąć wypłacania pracownikom wynagrodzeń? Policja nie ściga firm Impel, Impuls, BRW Sofa, Full-Job za przestępstwa gospodarcze, ale za to zajmuje się ściganiem organizacji, które publikują skargi pracowników na nieuczciwych pracodawców.

Jeśli ktoś miał do tej pory wątpliwości jaka jest rola państwa i policji, to w tym momencie nie powinien już ich mieć.

W zeszłym roku, podniesiono wiek emerytalny do 67 roku życia. Skutkiem tego, aż 40% Polaków nie dożyje wieku emerytalnego. Niestety, z powodu ponad dwudziestoletniego prania mózgów oraz słabej reakcji związków zawodowych, zmiana ta została przyjęta bez większego sprzeciwu społeczeństwa. Ale fakty są takie, że będziemy pracować więcej i dłużej, zarabiając zbyt mało, by starczyło na życie, bo rząd sprzeniewierzył pieniądze, które miały iść na zabezpieczenie naszych potrzeb socjalnych. Za tą sytuację płacimy wszyscy. Bogaci się tylko elita.

Teraz doszło do likwidacji gwarantowanego 8-godzinnego dnia pracy. 8-godzinny dzień pracy był jednym z największych kroków przodu dla ludzi pracy, postępem cywilizacyjnym zdobytym w wyniku walki pracowników na całym świecie, która trwała całe dziesięciolecia. Teraz mamy powrót do warunków pracy rodem z XIX wieku, gdzie szef może nam kazać pracować przez 13 godzin dziennie, 6 dni w tygodniu.

Stanowczo sprzeciwiamy się tym zmianom! Wzywamy główne związki zawodowe do tego, by wreszcie ustaliły datę strajku generalnego, a wszystkich pracowników do udziału w nim! Również bezrobotnych zachęcamy do udziału w protestach powiązanych ze strajkiem. Ale jednodniowy strajk nam nie pomoże. Grzeczne protesty są bezsilne wobec arogancji władz. Czas skończyć z grzecznością. Strajk musi trwać DO SKUTKU!

Obalmy antypracownicze ustawy!

Według nowelizacji kodeksu pracy, pracodawca może przyjąć 12-miesięczny okres rozliczeniowy. Co to oznacza? Jeśli okresem rozliczeniowym jest miesiąc, praca w nadgodzinach musi zostać wynagrodzona w postaci dopłaty za nadgodziny razem z miesięczną pensją. Jeśli okres rozliczeniowy wynosi 4 miesięcy, możesz pracować w nadgodzinach w jednym miesiącu, ale liczy się średnia z 4 miesięcy. Jeśli okres rozliczeniowy jest 12 miesięczny, liczy się średnia z całego roku. Jeśli pracodawca chce, by w jednym sezonie wykonano więcej pracy, może zorganizować czas pracy tak, aby ludzie pracowali nawet po 13 godzin dziennie, przez 6 tygodni przez ponad 6 miesięcy. Przez resztę czasu, pracownicy mogą mieć „wolne od pracy” - tyle że pracodawca będzie musiał im płacić za ten czas tylko pensję minimalną. Np., jeśli ktoś zarabia zazwyczaj 2500 złotych, zwykle osiąga dochody ok. 30 tys. na rok. Jeśli musi pracować w nadgodzinach przez 7 miesięcy i ma 5 miesięcy wolnego z pensją w wysokości 1600 zł, dostaje rocznie 25,5 tys. Więc osoba, która musi zrezygnować z prywatnego życia przez wiele miesięcy, aby harować ponad siły, może otrzymać za to o wiele mniej pieniędzy.

Politycy próbują nas przekonywać, że to nie jest złe, bo takie rozwiązanie jest możliwe jedynie za „zgodą” pracowników. Od lat politycy starają się przekonać ludzi, że jeśli ktoś ma kiepskie warunki pracy, to trudno, bo po prostu „zgodził się” na takie warunki. Aby ułatwić uzyskanie tej zgody, jest także nowelizacja ustawy o związkach zawodowych. Teraz indywidualni pracownicy mogą się „zgodzić” na takie warunki, nawet jeśli związki (a więc nawet większość pracowników danego zakładu) opowie się przeciw. Oznacza to, że pracodawca może proponować takie warunki nowym pracownikom i szukać najbardziej zdesperowanych ludzi, którzy się zgodzą nawet na takie warunki. Nie trzeba tłumaczyć, że pracownicy, którzy się nie „zgadzają” zostaną potraktowani jako nie dość „elastyczni”.

Już mamy dość problemów społecznych związanych z praktyką przymusowej pracy w nadgodzinach, często nieodpłatnych. Powiedzmy wreszcie dość, takim tendencjom! Chcemy żyć normalnie!

Image: 
walka.JPG

Rezolucja Międzynarodowego Stowarzyszenia Pracowników (IWA - AIT) z 1928 roku wydrukowana w piśmie Anarchistycznej Federacji Polski.

Kongres stwierdza, że bezrobocie przybiera coraz bardziej charakter ostry i chroniczny, że proletariat całego świata pada jego ofiarą i że przyczyny jego są następujące:

1. Rozwój maszynizmu.
2. Stały wzrost liczebny proletariatu, wzrost wynikający z coraz częstszego używania siły roboczej kobiet i z napływu do pracy w przemyśle elementów dotychczas pracujących na roli.
3. Wprowadzenie nowych metod wytwórczości w przemyśle, metod, których skutkiem jest znacznie większa szybkość produkcji.
4. Niskie płace, które nie dają robotnikom możności kupowania, a przez to zmniejszanie ilości kupujących – zmniejszenie popytu na rynkach.

Kongres stwierdza, że udoskonalenie i rozwój maszynizmu, który mógłby ulżyć losowi robotników, służyły dotychczas wyłącznie interesom kapitalistów. Wypowiadając się bezwzględnie za postępem we wszelkiej formie, Kongres oświadcza, że postęp nie powinien w żadnym wypadku odbyć się kosztem wzrostu wyzysku.

Co do nowych metod wytwórczości znanych pod nazwą racjonalizacji, Kongres przestudiowawszy tę kwestię doszedł do wniosku, że ta forma pracy krzywdzi godność ludzką, jest szkodliwą dla zdrowia robotników i jest najpoważniejszą przyczyną bezrobocia.

Image: 
prekariatdebata.PNG

7 czerwca 2013 na Wydziale Nauk Społecznych odbyła się otwarta debata pt. Komu potrzebny jest prekariat organizowana przez Koło Inicjatyw Społecznych Studentów przy współudziale Związku Syndykalistów Polski sekcja Wrocław.

Debatę otworzył Mateusz Karolak prezentacją na temat znaczenia i intelektualnej historii samego terminu "prekariat". Mateusz wyróżnił i scharakteryzował różne poziomy znaczeniowe terminu "prekariat" - formalno-prawny, egzystencjalny, ekonomiczny, makrostrukturalny i polityczny. Jego wystąpienie uzupełnił Adam Mrozowicki pokazując globalny wymiar zjawiska - ewolucji rozmiarów i struktury światowych zasobów siły roboczej. Agata Krasowska zaprezentowała projekt prowadzonych badań nad młodym wrocławskim prekariatem obejmujące szerokie spektrum osób niestabilnie zatrudnionych (w tym samozatrudnionych). Badanie opiera się na wywiadach biograficznych i dotyczy subiektywnego przeżywania sytuacji ekonomicznej niestabilności. Następnie Łucja Łopatka przedstawiła i skomentowała fragmenty już przeprowadzonych wywiadów z dwiema osobami zakwalifikowanymi jako młodzi prekariusze (chłopakiem imającym się najróżniejszych tymczasowych zajęć oraz dziewczyny, która porzuciła pracę w korporacji, żeby prowadzić własną wegańską firmę cateringową).

Haymarket i radykalizacja żądań świata pracy w latach 1880'tych

Dzień Pierwszego Maja od dawna był świętem, podczas którego pokazują się socjaldemokraci i związki establishmentowe, by czcić pamięć walki o 8-godzinny dzień pracy. Przy tej okazji, warto spojrzeć na różnice między różnymi związkami w ruchu pracowniczym w USA w latach 80'tych XIX wieku. Takie spojrzenie może pomóc zrozumieć, że to o co walczyli anarchiści z Haymarket nie miało nic wspólnego z socjaldemokracją, której hołdują obecni liderzy związkowi.

Żądanie 8-godzinnego dnia pracy formułowane było od początku XIX wieku. W USA, to żądanie stało się sztandarowym postulatem po strajku generalnym w Filadelfii w 1835 r., w którym domagano się 10-godzinnego dnia pracy, pomniejszonego o 2 godziny przeznaczone na posiłki. Pracownicy różnych branż uzyskali 8-godzinny dzień pracy za pomocą strajków i agitacji. W niektórych stanach wprowadzono nawet prawodawstwo dla niektórych kategorii pracowników. Ciekawym jest fakt, że terenem głównej bitwy o 8-godzinny dzień pracy stało się Chicago. Stan Illinois wprowadził ustawę o 8-godzinnym dniu pracy w 1867 r., jednak zawierała ona wiele luk prawnych i nie była skuteczna.

Chociaż działania rewolucyjne w miastach nie zaszły tak daleko jak na wsi, to wiele przypadków jest wartych odnotowania. To w Katalonii, przemysłowym sercu kraju i bastionie CNT, osiągnięto najwięcej.

W Barcelonie skolektywizowano ponad 3000 przedsiębiorstw. Wszystkie usługi publiczne, nie tylko w Katalonii, ale na całym obszarze kontrolowanym przez republikanów, zostały przejęte przez robotników i były zarządzane przez ich komitety.

W grudniu 2012, międzynarodowy anarchosyndykalizm obchodził dwie rocznice: 90 rocznicę odbudowy MSP i 170 lat od narodzin najwybitniejszego teoretyka anarchokomunizmu, Piotra Kropotkina. Ten zbieg okoliczności może być uznany za symboliczny. Kropotkin nigdy nie był członkiem żadnej rewolucyjno-syndykalistycznej albo anarchosyndykalistycznej organizacji, lecz przyczynił się znacząco do stworzenia anarchosyndykalistycznej międzynarodówki, a jego pomysły miały znaczący wpływ na jej cele i zasady.

Ostatnio odbyłem ciekawą dyskusję z kolegą na temat drogi jaką w ciągu ostatnich 150 lat przeszły związki zawodowe. Dawniej organizacje tego rodzaju stanowiły część całego ruchu społecznego organizującego zmagania pracowników z systemem. Dziś to już często wydrążone, biurokratyczne instytucje, będące przede wszystkim swego rodzaju ubezpieczalniami dla pracowników.

Wśród socjologów nie traktuje się ich już jako części ruchu społecznego, ale coś odmiennego, osobnego. Wciąż na różnego rodzaju konferencjach powstaje pytanie o możliwość połączenia walk ruchów społecznych i związków zawodowych. Ale przecież jeszcze kilkadziesiąt lat temu związki zawodowe same kształtowały i były częścią żywego, potężnego i różnorodnego ruchu społecznego i dzięki temu w łatwy sposób łączyły się z ruchami sojuszniczymi.

Subskrybuj zawartość