Pracujesz na umowie śmieciowej? Możemy pomóc!

Teoria i praktyka
Image: 
strajk-art.JPG

W dniu 2 czerwca, Trybunał Konstytucyjny orzekł, iż niektóre zapisy Ustawy o związkach zawodowych są niezgodne z Konstytucją RP. Chodzi o zbyt restrykcyjny katalog osób uprawnionych do tworzenia i wstępowania do związków zawodowych. Ustawa obecnie mówi, iż prawo do tworzenia związków mają pracownicy bez względu na podstawę stosunku pracy, oraz osoby wykonujące pracę na podstawie umowy agencyjnej, jeżeli nie są pracodawcami. Dodatkowo, takie prawo przysługuje członkom rolniczych spółdzielni produkcyjnych i tzw. "chałupnikom". Trybunał Konstytucyjny orzekł, iż w zakresie, w jakim zaskarżone przepisy Ustawy ograniczają wolność tworzenia i wstępowania do związków zawodowych osobom wykonującym pracę zarobkową niewymienionym w tym przepisie, są one niezgodne z Konstytucją.

Wyrok ten wywołał falę entuzjazmu zarówno wśród organizacji związkowych, jak i organizacji pracodawców. Reakcja pracodawców może na pierwszy rzut oka wydać się dziwna, zważywszy iż to organizacje pracodawców zaciekle walczą o ograniczanie praw pracowniczych. Jednak bliższa analiza ich wypowiedzi pozwala zrozumieć tok rozumowania organizacji pracodawców.

Image: 
zsplogosmall.jpg

Nazwa Związek Syndykalistów Polski, nawiązuje do konspiracyjnej organizacji syndykalistycznej, powstałej podczas okupacji hitlerowskiej. W dniu 21 października 1939 r. w mieszkaniu profesora Kazimierza Zakrzewskiego przy ulicy Brzozowej 8 w Warszawie powołano do życia Związek Syndykalistów Polskich. W okresie od października 1939 r. do kwietnia 1941 r., działał on pod kryptonimem Związek „Wolność i Lud”, a tworzyli go członkowie m.in. Związku Związków Zawodowych, Robotniczego Instytutu Oświaty i Kultury im. Stefana Żeromskiego i Związku Polskiej Młodzieży Demokratycznej Lewica. W szczytowym okresie działalności podziemnej mógł liczyć ponad 2 tys. członków.

Tagged:  •  

Dziś przedstawimy pełne fakty z pracy w Citibanku. Tak jak pisaliśmy we wstępie historia Dawida rozpoczyna się gdy jako młody ojciec wrócił do pracy po zakończeniu UW (urlopu wychowawczego). Już na samym wstępie czekały na niego niespodzianki począwszy od częstych zmian bezpośrednich przełożonych (7 razy w ciągu miesiąca). W pierwszym tygodniu po UW okazało się że na miejsce Dawida została zatrudniona osoba na umowę na czas nieokreślony a dla Niego nie ma już miejsca w Citibanku. Tu muszę dodać że w odpowiedzi na pozew Dawida były już pracodawca odpisał że w 2013r w związku ze zmniejszeniem przez Dawida wymiaru czasu pracy pozwany nie mógł wypowiedzieć ani rozwiązać z powodem umowy. Jakim pracodawcą jest Citibank?

Dalsza część jest bardziej bulwersująca, mimo iż każdy pracodawca po UW pracownika musi zapewnić tą samą lub równorzędną pracę pracownikowi powracającemu z UW, Citibank tego zapisu z Kodeksu Pracy nie przestrzegał.

Image: 
doschipo.jpg

Nie raz już Związek Syndykalistów Polski pisał o tym, co się stało z członkami „Solidarności” w supermarkecie Dino. Nie będę więc w tym artykule powtarzać informacji zawartych gdzie indziej. (Dla zainteresowanych, jest link na końcu.) Chcę jednak skomentować reakcje pewnych profesjonalnych związkowców, dlatego że nie jest nam obojętne, co się stało z pracownikami, którzy na swoje nieszczęście zaufali temu związkowi.

W ciągu ostatnich dni, niektórzy etatowi działacze „S” starają się bronić tego związku przed krytyką ZSP. Wśród aktywnych komentatorów i promotorów związku wyróżniają się Ł.K. z Działu Rozwoju Związku Komisji Krajowej, D.C. - radny PiS, od lat związany z „S”, oraz R.S. - PR-owiec związku. Większość ich komentarzy i argumentacji podpiera się legendą „S” i liczebnością związku, a nie odnosi się do sprawy Dino. Jest to temat, którego zazwyczaj unikają. Ale to, co mówią (czy nie mówią) o sprawie zwolnień związkowców i łamania praw pracowniczych w marketach tylko nasuwa kolejne pytania.

Pan D.C. próbował bronić związku na Facebooku jednego z działaczy ZSP. Wkroczył Ł.K. i napisał: „Nie ma co się męczyć, do nich i tak nie dotrze. Propaganda wyżarła im mózgi, a jeszcze gorsze jest to, że sami obecnie sieją taką propagandę. Przykładem może być powtarzanie w każdym artykule, że Magda z Dino została zwolniona. A prawda jest taka, że nie przedłużono jej umowy na czas określony. Subtelna różnica, ale bardzo ważna pod względem prawnym. Niech sobie więc skaczą dalej w te 5 osób pod sklepami, regionami, czy salą BHP stoczni.”

Ł.K. stara się bagatelizować sprawę, używając jako pretekstu faktu, że nie przedłużono jej umowy. Ale spójrzmy na fakty: po pierwsze, nie tylko Magdzie „nie przedłużono” umów w Dino. W zasadzie 12 związkowców straciło pracę na samym początku istnienia związku, niektóre z tych osób pod różnymi pozorami, a niektórym po prostu nie przedłużono umowy. Ł.K. stara się przekonywać, że nieprzedłużenie umowy nie jest tożsame ze zwolnieniem i że nie musi być traktowane poważnie. Jednak każdy kto choć trochę zna realia wie, że nie przedłużanie umowy jest jedną z najszerzej stosowanych przez pracodawców taktyk antyzwiązkowych.

Jestem ciekawa jaki procent pracowników w Dino ma umowy na czas określony, a jaki na czas nieokreślony? Jest jasne, że wielu pracowników w Polsce ma tylko krótkoterminowe umowy. Czy według „S” mają być mniej bronieni? Jak dla mnie, korzystanie z tego faktu jako argumentu i twierdzenie, że ta osoba nie została zwolniona za działalność związkową jest niczym innym niż bronieniem wymówek pracodawców, na szkodę innych związkowców.

Te osoby dalej śpiewają o wielkości swego związku, ale nie zwracają uwagi na sprawę Dino, która toczy się już od jakiegoś czasu. W naszą stronę rzucają tylko w kółko te same pogardliwe odzywki, takie jak: „nic nie robicie”, „kiedy zrobicie coś dla pracowników, dajcie nam znać”. Ale raz jeszcze zobaczmy jak to było z Dino.

W marketach Dino doszło do wielu przypadków łamania prawa. Potwierdziła to także Państwowa Inspekcja Pracy. Nie wypłacano nadgodzin, były problemy z przestrzeganiem przepisów BHP i ewidencją czasu pracy... To, że teraz nadgodziny są wypłacane, także te zaległe, nie jest zasługą „S”. Jest to zasługa Magdy oraz ZSP. Dowody w sprawie nadgodzin, za które nie wypłacono wynagrodzenia, były w posiadaniu obecnej przewodniczącej związku, ale wycofała ona skargi z PIP, a dowody „znikły” ze skrzynki e-mail. „Solidarność” nie powinna więc nam zadawać pytania, co my robiliśmy. My protestowaliśmy, założyliśmy sprawy w sądzie, walczyliśmy z nadużyciami w Dino i pewne rzeczy wygraliśmy. Co w tym czasie robiła „Solidarność”? Nic. Zamknęła oczy. Milczała.

Co z tego, że czasami na pikiecie przeciw łamaniu praw pracowniczych w sklepach Dino było tylko 5 osób? To i tak o 5 więcej niż ludzi z „Solidarności”.

Pan D.C. broni się, że „S” taka wielka, że 700 tys. członków, itd., a my... No tak. Rzeczywiście nie mamy 700 tys. członków. Nie mamy takich zasobów jak „S”. Ale to jest tylko dodatkowy argument, że to co się stało w Dino jest nie do przyjęcia! Jeśli jakiś związek ma tylu ludzi i takie środki, dlaczego nie walczy przeciw łamaniu praw pracowników i dyskryminacji związkowców? Oni mogli zorganizować coś by poprawić warunki pracy w Dino. Ale nie zrobili tego. Musieliśmy zrobić to my. Nie mamy dużo kasy, ale wydajemy ją na obronę naszych członków, a nie na pensje biurokratów lub PR-owców.

Solidarność dała dupy i nie da się tego obronić.

Laure Akai

Przeczytaj artykuły o sprawie Dino.

Tagged:  •  
Image: 
patrycja.jpg

Moja przygoda z Dino zaczęła się w lipcu 2012r. Jakże byłam wtedy szczęśliwa,kiedy dostałam pracę na stanowisku "KIEROWNIK MARKETU". Jednakże moje szczęście szybciutko się skończyło ponieważ mój okres próbny wyglądał następująco: przynieś, wynieś, pozamiataj na marketach w których były "braki" etatowe. Od lipca do września jeździłam do marketu oddalonego od mojej miejscowości o 30 km.

Wrzesień i kawałek listopada spędziłam w innym markecie... W końcu 13 listopada trafiłam do marketu w swojej miejscowości. Oczywiście zapomniałam dodać, że umowy o pracę nie dostałam, pracowałam na umowę o dzieło, wykonując pracę i te same czynności co pracownicy etatowi... W grudniu okazało się, że z-ca marketu jest w ciąży i to stanowisko zaproponowano mnie. Zgodziłam się bo dość już miałam UMOWY O DZIEŁO. Było mi wszystko jedno czy to stanowisko KIEROWNIKA czy Z-CY. Ważne, że umowa o pracę...W marcu 2013 r miał się firma otwierała drugi market w mojej miejscowości. Pewnego dnia do naszego Dino przyjechał Dyrektor Marketów w naszym województwie i zrobił podział pracowników. Jedna część zostaje tu a druga idzie na nowy sklep. Podzielił nas poprzez losowanie losów z nazwiskami, jak w przedszkolu... Mnie poinformował, że zostaję tu jako kierownik a moja kierowniczka przechodzi na nowy market. Nikt nic nie miał do gadania...

I wtedy się zaczęło....

Największym moim problemem były straty które wychodziły w cotygodniowych inwentaryzacjach. Regionalny stwierdził, że najwidoczniej ktoś w markecie kradnie. Musiałam co jakiś czas wybierać po trzy osoby które były obserwowane przez monitoring... Pan Regionalny twierdził również, że nie mam daru kierowaniem załogą, ponieważ jestem za spokojna. Pewnego dnia zawołał mnie na sklep żeby zademonstrować mi jak rozmawia się z pracownikami. "Gnoił" jedną z moich pracownic w obecności klientów tak, że szkoda gadać. Nie zapomnę jego słów po zakończonym "przedstawieniu" - "Pani Patrycjo !!! Tak się rozmawia z pracownikami!!!" To było straszne... We wrześniu 2013 r zmieniono nam Rejonowego i wtedy poczułam, że będzie dobrze. Współpraca między mną a moim Rejonowym układała się fantastycznie pochwały, wyróżnienia, do czasu jednak... wszystko co dobre szybko się kończy...

7 listpada przez zupełny przypadek odkryłam skąd się biorą straty na działach świeżych. Okazało się,że jeden z okolicznych marketów transferował na mój market towar który nigdy do nas nie trafił!!! Poinformowałam o tym fakcie mojego Rejonowego prosząc aby jak najszybciej wyjaśnił tą sprawę ponieważ przez to nie miałyśmy premii (nie wspominając już o tym, że musiałam po raz kolejny typować osoby, które w moim markecie kradną, a nikt nie kradł przecież!!!) Mijały tygodnie... Słyszałam tylko, że informatycy sprawdzają a i zachowanie Kierownika Rejonowego z tygodnia na tydzień ulegało zmianie. Nagle byłam "ta zła". Dlaczego? Bo chciałam poznać prawdę? Bo chciałam walczyć o swoje? A może pokrzyżowałam komuś plany???....

Groźby, krzyki, pretensje od listopada były na porządku dziennym. W dniu 31.12.2013 miarka się przebrała. Zadzwonił Rejonowy - krzyczał i groził, że zaraz przyjedzie to porozmawiamy inaczej. I przyjechał... Ze strachu włączyłam dyktafon. Nagrało się. Poprosiłam Dyrektora Marketu, żeby przyjechał posłuchać jak Kierownik Rejonowy ze mną rozmawia. Przyjechał,posłuchał i co ?... I powtórzył mu to!!! Wtedy zaczęło się moje piekło. 7 lutego 2014 nie wytrzymałam presji psychicznej i udałam się do lekarza... Do dnia dzisiejszego przebywam na zwolnieniu lekarskim od psychiatry... Jeszcze długo nie dojdę do siebie...

Jak zakończy się moja przygoda? Tego nie wie nikt ...

Apel do osób, które spotkało podobne zachowanie ze strony przełożonych: zgłaszajcie się do nas! Nie można być obojętnym na brak szacunku i chamstwo!!!

Patrycja

Tagged:  •  
Image: 
dinoart.jpg

Opowiadanie swoje jednak zacznę od historii, która wydarzyła się o wiele wcześniej. W październiku 2012 r. podjęłam się pracy w sieci marketów Dino Polska S.A. w małej miejscowości w województwie kujawsko-pomorskim - w Barcinie. Początkowo nie miałam żadnych zastrzeżeń do pracy, ponieważ atmosfera jaka tam panowała była poprawna. Sytuacja zmieniła się diametralnie z końcem lutego 2013 r., kiedy to nie przedłużono umowy o pracę z kierownikiem oraz dwiema innymi pracownicami. Awansu na stanowisko kierownika nie otrzymała osoba z doświadczeniem i kompetencjami do pełnienia takiej funkcji. Było to dla wszystkich pracowników dużym zaskoczeniem. Nowa pani kierownik rejonowa awansowała na to stanowisko młodszego zastępcę co w późniejszym czasie spowodowało lawinę problemów w markecie. Na stanowisko brakujących kasjerów zatrudniono osoby, które z dnia na dzień bez żadnego przeszkolenia podjęły pracę. Po upływie dwóch miesięcy zwolniła się z pracy zastępca kierownika, nie mogąc znieść niesprawiedliwych upomnień. Na jej miejsce została zatrudniono osobę, która od razu została poddana szykanom i dyskryminacji.

Obserwowanie tego, jak można dręczyć i tak źle traktować pracowników było dla mnie szokiem i pewnym momentem przełomowym. Ta sama sytuacja spotkała też inną nową pracownicę. Dziewczyny te przychodziły do pracy zestresowane, podczas zmiany kilkakrotnie płakały, gdyż nie dawały sobie rady psychicznie. Niektóre koleżanki robiły wszystko, aby skutecznie uprzykrzyć im pracę jak i życie.

Pojawienie się w publicznych szpitalach outsourcingu (z ang. zlecenie wykonywania usług na zewnątrz) nieprzypadkowo zbiega się z falą likwidacji, prywatyzacji a później i komercjalizacji służby zdrowia w Polsce.

Liberalne rządy pod szyldem reform wdrażają likwidację sektora publicznego, w tym i służby zdrowia. Zaczęto wymagać od placówek służby zdrowia tzw. „rentowności”, bilansowania budżetu, a najlepiej zysków. Wprowadzenie możliwości tzw. komercjalizacji pozwala na bankructwo takiego podmiotu, co wcześniej dotyczyło tylko sektora prywatnego. Zaczyna się zastraszanie i urabianie pracowników i związków zawodowych. Przedstawia się scenariusze, według których: „istnieje ryzyko likwidacji zakładu i jedynym możliwym wariantem by uratować miejsca pracy jest prywatyzacja”

Często to wystarczy by dostać zielone światło dla prywatyzacji, co skutkuje redukcją etatów. Jeśli to nie pomaga przedstawia się kolejną wersję scenariusza:
„istnieje ryzyko likwidacji zakładu i jednym z możliwych wariantów by uratować miejsca pracy jest prywatyzacja, chyba że razem (z pracownikami lub/i związkowcy) znajdziemy oszczędności”

Często to wystarczy by podzielić pracowników. Dlatego, że w obecnym systemie jedyna przewidziana forma oszczędności dotyka dotyczy pracowników lub pacjentów. Jedna z najczęstszych form to outsourcing. Więc zwykle:

  • „Związek Lekarzy” poprze decyzję o przekazaniu do innego wykonawcę grupy zawodowej pielęgniarek.
  • „Związek Pielęgniarek” poprze decyzje o przekazaniu do innego wykonawcę grupy zawodowej sanitariuszy i salowych.
  • „Związek Sanitariuszy i Salowych” poprze decyzje o przekazaniu do innego wykonawce grupy zawodowej sprzątaczek
  • „Związek Sprzątaczek” poprze decyzje o przekazaniu do innego wykonawce tych „nieuzwiązkowionych”
  • itd.

W ten sposób dyrektorom udaje się stworzyć sytuację, w której każda z grup zawodowych, każdy ze związków w jakimś z wariantów popiera cięcia etatów. Co więcej pracodawca przyjmuje rolę arbitra walczących ze sobą frakcji pracowników czy związkowców, które za samą „obietnicę ułaskawienia przed zwolnieniem”, wystąpią przeciw innym pracownikom.

Outsourcingu nie powinno postrzegać się tylko jako narzędzia „zaciskania pasa” kosztem poszczególnych grup pracowników. Stosuje się go głównie przygotowując grunt pod prywatyzację. Obecnie ponad 96% przedsiębiorstw w Polsce zatrudnia nie więcej niż 9 osób. W praktyce „podwykonawstwo” to sposób na likwidację resztek zdobyczy socjalnych wypracowanych przez pokolenia pracowników. W sektorze publicznym obecnie pracuje 20% wszystkich zatrudnionych.

Ostatnie przysiółki jeszcze publicznej służby zdrowia, opieki społecznej, szkolnictwa, mieszkalnictwa trzeba zatem konsekwentnie bronić przed ukrytą prywatyzacją. Nie da się tego osiągnąć bez solidarności pomiędzy pracownikami poszczególnych grup zawodowych i branż.

OUTSOURCING JAKO NARZĘDZIE LIKWIDACJI MIEJSC PRACY

Zwolnienia to kolejny z elementów scenariusza, jakim straszą pracowników pracodawcy w placówkach służby zdrowia. To kolejna okazja by tylnymi drzwiami wprowadzić outsourcing a przednimi wyprowadzić pieniądze z odpraw pracowników. W zatrważającej większości placówek służby zdrowia, gdzie wprowadzono projekty oszczędnościowe, na bazie rezygnacji przez pracowników z części praw socjalnych, a czasem z części wynagrodzenia, i tak skończyło się to zwolnieniami lub przekazaniem do „podwykonawcy” (zgodnie za art 23.1 Kodeksu Pracy).

JAK SIĘ BRONIĆ PRZED OUTSOURCINGIEM

Warto wiedzieć!

1. Gdy Pracodawca obiecuje: „nie będzie zwolnień ”, nie oznacza to, że pracownicy nie zostaną przekazani do innego pracodawcy

2. Okres utrzymania dotychczasowych warunków zatrudnienia u nowego pracodawcy to od kilku do kilkunastu miesięcy. Później warunki mogą się drastycznie pogorszyć.

3. Firma outsourcingowa, która świadczy usługi dla Twojego ex-pracodawcy, prawdopodobnie świadczy podobne usługi w całym regionie. Dlatego prawdopodobnie z czasem pracownicy zostaną skierowani do zakładów oddalonych nawet o kilkadziesiąt kilometrów od dotychczasowego miejsca zatrudnienia. Mechanizm ten stosuje się min. w celu sprowokowania „samozwalniania” się pracowników, w sytuacji gdy koszta i czas dojazdu stają się nieopłacalne.

4. Rozproszenie i rotacja miejsc pracy utrudnia organizowanie się pracowników. Osoby świadczące prace w „warunkach szczególnych”, tracą związane z tym prawa. Rotacja powoduje, brak ciągłości pracy w „warunkach szczególnych”, a co za tym idzie obniżenie budżetu zakładowego funduszu świadczeń socjalnych jeśli takowy jeszcze istnieje.

Nie można pozwolić na:

5. Kompromisowe ugody związków zawodowych, przedstawicieli pracowników z pracodawcami, w szczególności w kwestiach dotyczących, zwolnień, outsourcingu, praw socjalnych, wynagrodzeń

6. Wewnętrzny podział pracowników, przez pracodawcę. Jedynym podziałem w miejscu pracy to podział na pracowników i pracodawców. Każdy inny osłabia pracowników

Patrzeć na ręce pracodawców!

7. Gdy dochodzi do przetargu na świadczenie usług outsourcingowych, warto domagać się upublicznienia planowanych oszczędności. Czesio pracodawcy zawyżają szacunki planowanych przychodów, przy równoczesnym zaniżaniu roboczogodzin wypracowywanych do tej pory przez daną grupę pracowników. Wskutek kontroli pracowników w minionym roku udało się unieważnić lub powstrzymać co najmniej kilka przetargów na świadczenie usług outsourcingowych w publicznych placówkach służby zdrowia, w ramach których planowano przekazać pracowników do „podwykonawcy”.

Jędrzej
(ZSP Pracowników Służby Zdrowia)

Image: 
jcrop_amazon-streik.jpg

Gdy firma Amazon ogłosiła, że otworzy 3 centra logistyczne w Polsce, niektórzy politycy i dziennikarze tryumfalnie pisali o tym, jakby to było jakieś wielkie osiągnięcie dla polskich pracowników. Niedługo potem dotarły informacje od pracowników w krajach, gdzie już działa Amazon, którzy opisują swoje warunki pracy jako „koszmarne”. Niniejszy artykuł nie tylko opisuje niektóre fakty o warunkach pracy w Amazonie ale także analizuje, jak szkodliwy dla pracowników i całego społeczeństwa jest system Amazona i jak Amazon traktuje Polskę jako kraj łamistrajków.

Cały system Amazona jest oparty na cięciu kosztów pracy i jak najtańszych zakupów od wydawnictw. Dzięki temu firma może oferować atrakcyjne ceny, dość szybkie terminy realizacji zamówień i różne innowacje technologiczne dla konsumentów. Im więcej mają klientów, tym mocniejsza jest ich pozycja na rynku, szczególnie w porównaniu z tradycyjnymi księgarniami. Jednak, tak jak w przypadku tanich ubrań z Bangladeszu, wszystko to okupione jest wielkimi kosztami dla pracowników i całej branży.

Pracownicy Amazonu muszą pracować prawie jak roboty. Latają jak szaleni po magazynie. Muszą znaleźć i spakować książki w prawie nierealnym tempie. Ci, którzy nie potrafią pracować jak maszyny przez wiele godzin dziennie tracą pracę. Wszystko jest monitorowane za pomocą nadajnika GPS.

Image: 
przemekzsp.jpg

Od 01 stycznia 2013 r. około 99 tys. opiekunów osób niepełnosprawnych straciło prawo do świadczeń pielęgnacyjnych, które miały być “na stałe”. Uważamy to za kolejny przejaw polityki antyrodzinnej i antyspołecznej rządu.

Opiekowanie się niepełnosprawnym członkiem rodziny zamiast oddania go do Domu Opieki Społecznej wymaga dużo pracy i poświęcenia. Często jest tak, że ktoś z rodziny musi zrezygnować z pracy, by opiekować się tą osobą. Dlatego potrzebuje wsparcia. Naszym obowiązkiem jako społeczeństwa jest dbać o wszystkich, a w szczególności tych, których pracowali przez całe życie, ale teraz są chorzy i zasługują na miłość i opiekę, gdy są w potrzebie.

Domy Opieki to jest ostatnia deska ratunkowa, jeśli nie ma nikogo w rodzinie, czy nie ma innego wyjścia. Koszty utrzymania w Domu Opieki są bardzo wysokie – kilka tysięcy zł. na miesiąc, a jeśli rodzina ma niskie dochody, gmina musi dopłacić, by pokryć część kosztów. Po prostu taniej wychodzi zapłacić rodzinie.

Odbieranie świadczeń jest absurdalne. Opieka nad osobami niepełnosprawnymi powinna być ceniona i uznana za pracę. W zależności od sytuacji, opiekunowie powinni dostać pensję, jak za etat lub pół etatu. Opiekunowie robią coś wartościowego dla społeczeństwa i to także stanowi pracę, którą w innym przypadku świadczyła by za opłatą inna osoba. Zamiast marnować pieniądze na dofinansowanie ich opieki poza domem i zamiast marnować publiczne pieniądze na biurokrację polityczną, na etaty dla kolegów i niepotrzebne wydatki, musimy pomoc tym, którzy naprawdę naszej pomocy potrzebują!

Dość antyrodzinnej polityki rządu! Pieniądze dla opiekunów teraz!

Związek Syndykalistów Polski - Sekcja Wielobranżowa, Warszawa

„Ile będzie ludzi?” Wieczne pytanie wątpiących. Wątpiących, czy warto się ruszyć sprzed facebooka i faktycznie wziąć udział w jakimś wydarzeniu, nie tylko klikając „lubię to”. Zaangażować się, poświęcić trochę energii i wykazać trochę zdecydowania. Na chwilę choć przełamać obezwładniający ciężar psychicznego „nicniemożenia”. Ja nic nie mogę, nie dam rady zmusić pracodawcy do zapłacenia mi zaległej pensji, „nie dam rady”, itd. Ile razy to słyszeliśmy? „Nie da się”, nawet wtedy gdy się da, często bardzo skromnymi siłami, nawet gdy zaangażuje się garstka zdecydowanych ludzi. Otacza nas chciejstwo, brak wiary. Chciałoby się za to lać po mordzie. Tak! Bo to zbrodnia wciąż wygadywać „nie da się”, gdy KAŻDY kto podjął walkę w choć minimalnym stopniu – wygrał. Nawet jeśli wygrał tylko swoją godność (a przecież zazwyczaj wygrywa też o wiele więcej – umowę najmu, odszkodowanie za bezprawne zwolnienie z pracy, itp.). To przerażające jak ta samokastrująca się mentalność, której jedynym skutkiem jest niewolnicze znoszenie kolejnych upokorzeń, rozpowszechniła się zarówno na lewicy, jak i na prawicy.

Na prawicy, wiadomo: kolejne marsze w symboliczne rocznice, symbole wspomnienia, jacy kiedyś byliśmy wielcy. Eskapizm w idealizowaną przeszłość, ucieczka od przygniatającej teraźniejszości, z jej nierozwiązanymi problemami, z którymi pozbawiona wsparcia społeczności jednostka nie ma szansy sobie poradzić. Ale poprzez chwilę można o tej koszmarnej teraźniejszości zapomnieć. Można pomachać flagą, odpłynąć w fantazje o projektowanej w przeszłość utopii „złotego wieku”, zwalić winę na zewnętrznego wroga. Jednym słowem, poczuć się lepiej, nic nie zmieniając.

Na lewicy jednak nie lepiej. To co stanowi największą wartość lewicy, czyli praca organiczna u podstaw, która jako jedyna ma realną szansę zjednać wszystkich wykluczonych, niezależnie od innych podziałów światopoglądowych, równie dobrze mogłaby być domeną archeologów. Gdy porówna się ilość czasu poświęcaną na codzienną walkę o najbardziej podstawowe sprawy z ilością odezw, mitów samopromujących, czczej gadaniny i tematów zastępczych, można dojść do wniosku: ch*j z taką lewicą! Czego by nie próbować, to samo „nicniemożenie”, to samo debilne pytanie „ilu będzie ludzi?” - bo samemu nie ma się dość kręgosłupa by stanąć w obronie słusznej sprawy, tylko dlatego że jest słuszna, a nie dlatego że musi to poświadczać obecność tłumu. Zresztą, jak łatwo zrozumieć, ci którzy nie mają w sobie dość przekonania i wiary, by działać o własnych siłach – złamią się także wtedy, gdy obok nich będzie nawet tysiąc innych osób pozbawionych wiary i determinacji.

Prawica chciałaby nas przekonać, że to kwestia charakteru: że człowiek rodzi się z kręgosłupem, lub bez. Że większość jest skazana na bierne podążanie za liderami, gdyż sami nie mają dość wyobraźni, woli i wiary, by rozwiązać najprostsze problemy. Lewica mówi na to: nie, to bezradność wyuczona, słabość która nam została wpojona wiecznym odtwarzaniem mitów o urojonej wielkości, wobec której zawsze czujemy się mali i niekompetentni. Ta wielkość jest zawsze GDZIE INDZIEJ. Obojętnie, w przeszłości, w przyszłości, na innym kontynencie. Nigdy tu, w TWOICH rękach. A przecież wszystko czego potrzebujesz jest w zasięgu ręki. Wystarczy tylko, że będziesz mieć dość WIARY. Wszystko czego pragniesz jest po drugiej stronie strachu. Strachu przed śmiesznością, osamotnieniem i izolacją. Po drugiej stronie opiumowego otępienia i wiecznego „nicniemożenia”.

Subskrybuj zawartość