Pracujesz na umowie śmieciowej? Możemy pomóc!

Teoria i praktyka

STOSUNEK FIRMY VISTEON DO FORDA

Firma Ford, ucząc się na sukcesach firmy Walmart, postanowiła rozpocząć outsourcing miejsc pracy już w 1997 roku. Powołała do życia firmę Visteon, która z kolei utworzyła 40 odrębnych spółek, z których jedną jest Visteon w Wielkiej Brytanii. Zlecanie pracy do zewnętrznych firm (outsourcing) ma wiele zalet dla takich firm jak Ford. Umożliwia szefom cięcia w liczbie godzin pracy, w poziomie płac i zatrudnienia, podtrzymując jednocześnie wysoki poziom zysków. Pozwala nawet zniszczyć spółkę, by na tym zarobić. Outsourcing kieruje się prostą logiką. Aby obniżyć koszty, firmy zlecą funkcje na zewnątrz do innych firm. Te następnie konkurują w celu zaoferowania najniższego kosztu, wyzyskując pracowników jeszcze bardziej niż pierwotny pracodawca.

W tym samym czasie, outsourcing ukrywa prawdziwy charakter firm i ich wartość. Mówiąc prościej, firma może przenosić pieniądze na całym świecie od firmy do firmy, płacąc tak mało podatków, jak to jest możliwe. Zyski są deklarowane w krajach o najniższych stawkach podatkowych, a należności są deklarowane w innych miejscach. Większość międzynarodowych korporacji tak właśnie robi, aby uniknąć płacenia podatków. Poprzez zwiększenie liczby firm, można przemieszczać więcej pieniędzy i trudniej stwierdzić, ile rzeczywiście jest warta spółka.

Image: 
sam.jpg

Demokracja bezpośrednia - to jedyna prawdziwa demokracja
NIE dla władzy przedstawicielskiej - TAK dla samorządności

Przed majowymi wyborami w Hiszpanii miały miejsce wielkie manifestacje, gdzie domagano się prawdziwej demokracji. Co to właściwie oznacza?

Prawdziwa demokracja nie znajduje swojego wyrazu w wyborach, ani w Sejmie, czy w Radzie Miasta. Wybierając przywódców, którzy za nas podejmują decyzje, tak naprawdę pozbawiamy siebie samych głosu. Ci przywódcy, gdy już zostaną wybrani, nie czują się zobowiązani, by pytać nas o zdanie w konkretnych sprawach. Nie czują się nawet zobowiązani, by spełniać programy zawarte w ich obietnicach przedwyborczych. Tej farsy nie da się nawet nazwać demokracją.

Wraz z końcem dyktatury Primo de Rivery w 1930 r. nastąpił okres odwilży, w którym zalegalizowano anarchosyndykalistyczny związek CNT i złagodzono represje wobec organizacji związkowych. Jednak skala bezrobocia i niewydolność systemu pomocy społecznej spowodowała, że pracownicy budowlani zrzeszeni w CNT przystąpili do strajku generalnego. Władza sięgnęła po sprawdzone metody: znów doszło do brutalnych represji ze strony policji.

Podstawowa informacja o prawach pracownikach dla osób pracujących w Anglii. Ulotka Solidarity Federation IWA w jęz. polskim.

http://www.pracownik.net.pl/szef_nie_chce_zebys_o_tym_wiedzial

Dlaczego nie wybieram się dziś na wybory? Powodem nie jest zła pogoda, lenistwo i inne tego rodzaju przykłady, jakie często padają w wypowiedziach publicystów na temat tych, którzy się nie zdecydowali brać udział w tej jałowej szopce zwanej wyborami samorządowymi.

Większość argumentów przeciwko głosowaniu jest znana, większość ma charakter stricte moralny (w skrócie to ujmując “tylko świnie siedzą u koryta”). Wydaje mi się, że nie przekonałyby mnie wyłącznie tego rodzaju argumenty. Uważam, że osoba, która zasiada w samorządzie, czy ogólnie u władzy, nie musi z założenia być osobą złą, niemoralną, czy chciwą. To co mnie przekonuje w znacznie większym stopniu to z mojej perspektywy jałowość głosowania, jak i bycia wybieranym, zwłaszcza mając dobre intencje.

Strajk czynszowy w Barcelonie z 1931 r. nie tylko pozwolił klasie pracującej obniżyć koszty związane z utrzymaniem mieszkania, ale też był doświadczeniem edukacyjnym w sztuce samoorganizacji dla tysięcy pracowników. Był to jeden z frontów walki społecznej w tamtych czasach, który przyczynił się do najbardziej – jak dotąd - udanej próby obalenia kapitalizmu i wprowadzenia anarchistycznego ustroju.

Tekst Isaaca Puente z 1933 r.

Zniesienie własności
Dążność ta jest charakterystyczna dla wszystkich szkół socjalistycznych i jest koniecznym warunkiem do tego, by jakiś rząd nosił miano komunistycznego. Opiera się ona na naturalnym prawie każdego człowieka - prawie do życia. Opiera się ona na rozumowaniu tak prostym jak np. to: człowiek jako wytwór natury nie może nią motywować prawa do posiadania majątku. Tylko jeden rodzaj własności jest dopuszczalny: ten, który wymuszają nasze potrzeby. Dlatego mamy prawo posiadać tylko to, czego potrzebujemy i będziemy potrzebować. Wszystko co bierzemy niepotrzebnie, zabierając innym, stanowi grabież i bezprawne przywłaszczenie.

Dziś mija 74 rocznica wydarzeń lwowskich z 1936 roku, kiedy to władze Najjaśniejszej II Rzeczpospolitej były łaskawe zgotować krwawą łaźnię protestującym robotnikom.

Tego właśnie dnia we Lwowie odbywał się pogrzeb zastrzelonego  podczas demonstracji bezrobotnego Władysława Kozaka.

Jak wspomina jeden ze świadków zamordowania tego człowieka:

Tym razem była to kolejna manifestacja bezrobotnych. W pochodzie było ich niewielu, wyglądali nad wyraz biednie, jak ci bezdomni z cegielni, sami mężczyźni. Szli przez miasto z nędznym transparentem i krzyczeli: „Pracy i chleba". Nadeszli od placu Mariackiego przez ulicę Akademicką, na placu Akademickim zagrodziła im drogę policja, na czele oddziału jechali konno komisarz i jego pomocnik. Stałem od nich w odległości nie większej niż 50 metrów, w pobliżu pomnika Aleksandra Fredry, tego samego który obecnie znajduje się na Rynku wrocławskim.

Komisarz zaczął właśnie rozmawiać głośno z manifestantami, którzy stanęli widząc policję, gdy znajdujący się za nim pomocnik wydobył rewolwer i oddał serię strzałów w kierunku bezrobotnych. Jednego zabił na miejscu, drugiego, rannego, zaniesiono przy mnie do bramy pobliskiego domu. Manifestanci rozproszyli się, ale w mieście tego dnia zapanowało podniecenie. Organizacje lewicowe, związki zawodowe i robotnicze postanowiły urządzić manifestacyjny pogrzeb zmarłego, którego nazwisko brzmiało — Kozak. Było jasne, że nie naruszył on żadnego prawa, wina leżała całkowicie po stronie strzelającego policjanta.

Ukazał się kolejny numer pisma Związku Syndykalistów Polski "Zapłata" (kwiecień – czerwiec 2010) skierowanego do środowisk pracowniczych.

W najnowszym numerze m.in.:
- Czym jest prekaryzacja?
- Pracodawca proponuje umowę śmieciową - co robić?
- Akcje pod biurami Start People na temat pracy tymczasowej
- Wywiad z pracownikiem tymczasowym poszkodowanym przez agencję Groen Flex (2009 r.)
- Prawa pracownika tymczasowego
- Pikiety pod Green Way’em
- Wrocławska gastronomia – chińskie standardy w centrum Europy
- Rozstrzygnięcie konkursu "Najgorszy Pracodawca 2009"
- Warszawa: Bezkarność, bezradność i obojętność na budowie Stadionu Narodowego
- Słowacja YURA: Władza Szefów i Władza Pracowników. Taktyki i
Możliwości
- W obronie praw związkowych w Niemczech: Protest solidarnościowy z FAU
- Protest doktorancki

„Zapłata” do pobrania w formacie PDF.

Od przeszło 20 lat, coraz trudniej jest znaleźć stałe zatrudnienie, z gwarantowaną podstawową pensją i ubezpieczeniem zdrowotnym. Pracodawcy szukają wszelkich oszczędności w imię „wzrostu gospodarczego”, który ma rzekomo skutkować wzrostem zamożności nas wszystkich. Jednak bezpośrednim efektem dążenia do jak największych zysków jest zanik stabilnego, gwarantującego opiekę zdrowotną i emeryturę zatrudnienia. Taką sytuację nazywa się właśnie “prekaryzacją”.

Słowo „prekaryzacja” oznacza w skrócie “wzrost niepewności pracy” od łacińskiego słowa precarius – wyproszony, dany z łaski. Tym terminem można określić zastępowanie bezterminowych umów o pracę umowami na czas określony, często umowami o dzieło nie gwarantującymi ubezpieczenia, lub zmuszanie pracowników do otwierania własnej działalności gospodarczej, dzięki czemu pracodawcy przenoszą koszty i ryzyko zatrudnienia na pracowników. Jest to szczególnie niekorzystne dla osób, które i tak znajdują się w trudnej sytuacji życiowej – np. samotnych matek. Pracodawcy wymagają od nich “elastyczności”, której nie są w stanie zapewnić ze względu na opiekę nad dziećmi. Takie osoby w nowych warunkach jako pierwsze tracą pracę, przez co ich trudna sytuacja zamienia się w tragiczną.

Innym typowym zjawiskiem jest zastępowanie stałej wysokości wynagrodzenia i przyznawanych automatycznie dodatków do wynagrodzenia składnikami warunkowymi, uzależnionymi od wyników finansowych przedsiębiorstwa i realizacji – często zawyżonych – celów narzuconych pracownikom. To kolejny sposób przenoszenia ryzyka związanego z prowadzeniem przedsiębiorstwa na pracowników, którzy mogą otrzymywać niższe wynagrodzenia w okresie, gdy firma osiąga mniejsze zyski.

Rozwiązania o których mowa wyżej stały się tak nieodłącznym elementem rynku pracy, że wielu mogą się wydawać naturalne. Pracownikom, którzy wierzą, że wzrost produktywności i zyskowności przedsiębiorstw wiąże się ze wzrostem wynagrodzeń i zatrudnienia, może się nawet wydawać, że w dłuższym okresie te zmiany będą korzystne. Realia są jednak inne. Tempo wzrostu produktu krajowego znacznie przewyższa wzrost zatrudnienia. Możliwe to jest dzięki wielokrotnemu zwiększeniu wydajności pracy już zatrudnionych pracowników. Ten wzrost wydajności przekłada się na wzrost zysków prywatnych przedsiębiorców, ale już nie na wzrost płac pracowników. Wiąże się z nim też trwałe bezrobocie „niepotrzebnych” pracowników.

Zatrudnienie w warunkach “prekaryzacji” jest szczególnie niebezpieczne dla pracowników branży budowlanej i wszystkich pracowników narażonych na wypadki przy pracy. Zasada pracy tymczasowej dla podwykonawców innych podwykonawców oznacza, że faktyczny zleceniodawca (tzw. „pracodawca użytkownik”) nie odpowiada za szkolenia BHP, choć prace odbywają się na terenie jego placu budowy lub jego zakładu. Poszkodowani pracownicy, którzy nie otrzymali wynagrodzenia w wyniku oszustwa jednego z podwykonawców lub którzy próbują uzyskać odszkodowanie za wypadek przy pracy natrafiają na niespodziewane trudności prawne, gdyż okazuje się, że ich pracodawca nie jest za nic odpowiedzialny i całą winę przerzuca na inne firmy w łańcuszku pośredników.

Reasumując, „prekaryzacja” oznacza pracę tymczasową zamiast pracy na stałą umowę, brak gwarancji ubezpieczenia zdrowotnego, płatnych nadgodzin, płatnego urlopu i zwolnienia chorobowego, oraz brak kontroli nad warunkami BHP w pracy, brak gwarancji stałego poziomu wynagrodzenia i możliwość utraty pracy w każdej chwili.

ZSP Warszawa

Tekst pochodzi z najnowszego numeru pisma "Zapłata" (kwiecień-czerwiec 2010)

Subskrybuj zawartość