Pracujesz na umowie śmieciowej? Możemy pomóc!

Dostawcy rowerowi i motocyklowi firmy Uber Eats są narażeni na dotkliwy wyzysk. Wiąże się to bezpośrednio z polityką firmy Uber. Firma ta nie zatrudnia dostawców bezpośrednio, ale kieruje ich do tzw. "partnerów flotowych", czyli często jednoosobowych firm, które pełnią rolę pośredników. Firma Uber pozbywa się w ten sposób kłopotu związanego z zatrudnianiem pracowników, a ci są zdani na łaskę i niełaskę pośrednika, który często działa niezgodnie z prawem, spóźnia się z wypłatami, lub w ogóle nie płaci.
W październiku dostawca Uber Eats, któremu nie zapłacił jeden z pośredników, firma Peak-n-Touch, postanowił zadziałać z ZSP w Warszawie. Skontaktowaliśmy się z tą firmą, żądając zapłaty. Dzięki naszej interwencji, pracownik odzyskał 1500 zł zaległego wynagrodzenia. Niestety niektórzy pracownicy zrezygnowali z walki o zaległe wynagrodzenia, wybierając po prostu innego "partnera flotowego". Właściciel firmy Peak-n-Touch zniknął i pracownicy utracili z nim kontakt.
Jak informują nas dostawcy Uber Eats, podobna sytuacja wystąpiła z partnerem Patelpolska. Jej właściciel miał uciec z Polski wraz z kwotą 70 tys. zł niezapłaconych pensji dla około 100 dostawców.

Zgodnie z zapowiedziami ZSP podjęło działania w sprawie łamania praw pracowniczych w sklepie z żywnością ekologiczną “I love Bio”. Pracownica, która się do nas zgłosiła pracowała bez umowy i nie otrzymała wynagrodzenia.
12 grudnia 2018 roku odbyła się pierwsza pikieta pod sklepem przy ulicy Przyjaźni we Wrocławiu. Właściciel sklepu, Przemysław Eliasz był tego dnia nieobecny. W tym czasie aktywiści i aktywistki rozdawali przechodniom ulotki informujące o łamaniu praw pracowniczych. Część ulotek trafiła również do skrzynek pocztowych mieszkańców pobliskiego osiedla. Na przełomie grudnia i stycznia sklep przy ulicy Przyjaźni został permanentnie zamknięty.
25 stycznia 2019 roku odbyła się kolejna pikieta pod wejściem do Pasażu Grunwaldzkiego, w którym mieści się drugi sklep “I Love Bio” tego samego właściciela. W czasie trwania pikiety rozdawano ulotki klientom galerii, informując o naszej kampanii (jeden z aktywistów dotarł również do Przemysława Eliasza, obecnego tego w miejscu pracy, i uroczyście wręczył mu ulotkę). Przemysław Eliasz na wieść o wydarzeniu zapłacił część należnej kwoty jeszcze przed rozpoczęciem akcji.
7 lutego 2019 roku odbyła się trzecia pikieta. Właściciela nie było tego dnia w sklepie. Uczestnicy rozdawali ulotki i skandowali hasła “Płaca za pracę” i “Zapłać albo zamknij!”. Klienci galerii wykazywali duże zainteresowanie i wyrażali poparcie dla akcji, niektórzy deklarowali również, że nie będą robić zakupów w sklepie I love bio.
Istnieje wiele przesłanek za tym, że sklep “I Love Bio” nie tylko ma problemy pracownicze, ale także konsumenckie - bowiem pytają nas prawdopodobni klienci sklepu internetowego, czy wiemy dlaczego ich zamówienia jeszcze nie dotarły. Ponadto na portalach allegro.pl i ceneo.pl pojawiło się mnóstwo negatywnych opinii od klientów, którzy nie dostali swoich zamówień i nie doczekali się zwrotu pieniędzy (linki do opinii: ceneo; allegro).
Związek Syndykalistów Polski nie zamierza zaprzestać swoich działań, dopóki Przemysław Eliasz nie wypłaci pełnego wynagrodzenia. Zachęcamy jednocześnie byłych i obecnych pracowników sklepu do zgłaszania i opisywania sytuacji, w której dochodziło do łamania ich praw. Bądźcie czujni, będziemy dalej pikietować.

Na wezwanie Związku Syndykalistów Polski i grupy inicjatywnej Listonosze Polska pracownicy Poczty Polskiej w całym kraju postanowili zadbać o swoje zdrowie.
Od poniedziałku 28 stycznia kilkadziesiąt miast dotknęła już epidemia „Grypy Pocztowych Gołębi”, między innymi: Częstochowa, Dzierżoniów, Szczecin, Słupsk, Zielona Góra, Gliwice, Świdnica, Brzeg, Opole, Wadowice, Suwałki, Trzebinia, Lewin Brzeski, Łomianki, Tczew, Mikołów, Dniepro, Ścinawa, Świebodzice, Andrychów…
Wirus atakuje coraz większą ilość pracowników w całej Polsce, którzy przemęczeni warunkami pracy udają się masowo do lekarzy.
Informujcie nas w wiadomości prywatnej lub na e-mail: listonoszepolska@gmail.com
o chęci dołączenia do akcji uzdrawiania Poczty Polskiej.
Pamiętajmy:
SOLIDARNI I ZJEDNOCZENI JESTEŚMY PRAWDZIWĄ SIŁĄ!
1. Podwyżka wynagrodzenia o 1000 zł brutto dla pracowników eksploatacji;
2. Przywrócenie do pracy zwolnionych dyscyplinarnie za udział w protestach w 2017 roku: Rafała Czerskiego z Wołomina i Zbigniewa Trochimiaka z Wrocławia;
3. Reorganizacja i zmniejszenie rejonów dla służby doręczeń;
4. Prawidłowa ewidencji nadgodzin. Pracownicy służby doręczeń pracujący na rejonach, które wykazują obciążenie ponad 100% powinni mieć wypłacane nadgodziny;
5. Usunięcie z zakresu obowiązków w umowie o pracę sprzedaży artykułów handlowych i zaprzestania wywierania presji na pracownikach w celu zakupu towarów z własnych pieniędzy;

Aktywistki i aktywiści ZSP Wrocław byli w środę pod Sądem Pracy udzielić wsparcia Zbigniewowi Trochimiakowi: listonoszowi, który został według nas bezprawnie zwolniony z pracy w styczniu ubiegłego roku, po tym jak wziął udział w grudniowej demonstracji pocztowców. Został dyscyplinarnie zwolniony.
Pikieta odbyła się przed budynkiem sądu pracy, a potem 2 osoby uczestniczyły w rozprawie sądowej przeciwko Poczcie Polskiej jako osoby zaufane wskazane przez Zbyszka.
Zbigniew Trochimiak był wzorowym listonoszem przez 37 lat. Przez dwa ostatnie lata protestował, wraz z setkami innych listonoszy o poprawę warunków pracy i zatrudnienia. Ponieważ listonosze widzieli niemoc związków zawodowych w rozwiązywaniu jakichkolwiek problemów, zwrócili się o pomoc do naszej organizacji, która z racji tego, ze jest anarchistyczna, nie ulega wpływom polityków i promuje i wspiera oddolne działania samych pracowników.
Zbyszek wytoczył sprawę P.P. - domaga się przywrócenia do pracy. Poczta zaproponowała mu zmianę "dyscyplinarki" na "rozwiązanie za porozumieniem stron" i trzymiesięczną odprawę. Ten jednak chce wrócić do pracy.
Dzisiaj odbyła się druga rozprawa z przesłuchiwaniem świadków. Nadmienić można, że dwie inne osoby biorące udział w demonstracjach, także zostały zwolnione przez zarząd Poczty Polskiej. Klaudiusz Wieczorek z Górnego Śląska zwolniony dyscyplinarnie dostał od Poczty wysokie zadośćuczynienie, a sposób rozwiązania umowy został zmieniony na "porozumienie stron", natomiast Rafał Czerski z Wołomina zwolniony przez Pocztę z zachowaniem okresu wypowiedzenia wciąż walczy w sądzie.
Tymczasem od poniedziałku pocztowcy masowo idą na L4. Drugim z dwunastu postulatów jest przywrócenie w.w. pracowników do pracy.

Kolejna akcja pod sklepem I Love Bio we Wrocławiu odbyła się 25 stycznia. Nieuczciwy pracodawca wciąż zalega z wypłatą całości wynagrodzenia dla jednej z pracownic. Dlatego aktywiści i aktywistki Związku Syndykalistów Polski postanowili upomnieć się o swoje i pikietowali dwa wejścia do Pasażu Grunwaldzkiego, galerii, gdzie mieści się sklep. Rozdano setki ulotek i krzyczano "Płaca za pracę"! Akcja spotkała się z licznymi wyrazami poparcia ze strony klientów.
Trwa także akcja wyrażania opinii w internecie na temat praktyk w tej firmie.
W wyniku zapowiedzianej pikiety pracodawca wypłacił połowę zaległej pensji, ale walka będzie się toczyć nadal o całość wynagrodzenia.
Więcej informacji: https://zsp.net.pl/sklep-fair-trade-i-love-bio-nie-placi-za-prace

Sprzątaczki z ośrodka dla uchodźców w Dębaku osiągnęły znaczące zwycięstwo. Wszystkie ich postulaty względem pracodawcy zostały spełnione. Pracownice były zatrudnione w ośrodku za pośrednictwem firmy Sadar, jednak nie miały prawidłowych umów o pracę, z czym wiązał się brak urlopów, niższe zasiłki chorobowe i niższe składki emerytalno-rentowe, a nawet brak ubezpieczenia w ZUS.
W grudniu 2018 r. pracownice zorganizowały się w Związku Syndykalistów Polski - Warszawa i wysunęły żądania wobec swojego pracodawcy, domagając się wszystkich świadczeń, do których byłyby uprawnione, gdyby pracowały na zwykłą umowę o pracę na pełen etat. Z początku firma zareagowała wysyłając list od prawnika z zapowiedzią pozwu i wywierając presję na pracownice. Jednak te nie poddały się. Pod koniec grudnia w Komorowie pod Warszawą miał miejsce protest pod siedzibą firmy (która mieści się w miejscu zamieszkania właścicieli). Podczas tej pikiety pracownice wyczytały swoje żądania i wywiesiły je na ogrodzeniu.

Związek Syndykalistów Polski należący do Międzynarodowego Stowarzyszenia Pracowników (IWA) zorganizował pikiety solidarnościowe ze strajkującymi nauczycielami i nauczycielkami na Litwie.
Pikiety odbyły się we Wrocławiu i w Warszawie pod ambasadami Litwy w zeszłym tygodniu. Akcja solidarnościowa ma być wsparciem i otuchą dla strajkujących, jest odpowiedzią na prośbę aktywistów i aktywistek działających w litewskim związku zawodowym 1. Maja. Jest to o tyle istotne, że także w Polsce do strajku przystępują nauczyciele.

Po raz kolejny, Związek Syndykalistów Polski zorganizował w Warszawie pikietę pod jednym ze sklepów obuwnicznych należącym do sieci Schaffa Shoes. Szef wypłacił zaległe wynagrodzenie.
Aktualizacja: Po proteście, pracodawca wypłacił również ekwiwalent urlopowy.
W kwietniu zorganizowaliśmy podobną akcję pod sklepem przy Pasażu Ursynowskim. Wtedy domagaliśmy się wypłaty zaległego wynagrodzenia i ekwiwalentu urlopowego dla niesłusznie zwolnionej pracownicy. Już nazajutrz po pikiecie otrzymaliśmy od poszkodowanej informację o wypłacie części należnych pieniędzy. Później doszło przed sądem do korzystnej ugody.
W dniu 10 grudnia, pod sklepem na Kabatach, domagaliśmy się wypłaty ekwiwalentu urlopowego dla niesłusznie zwolnionej pracownicy. Zaległe wynagrodzenie zostało już wypłacone, gdyż na wieść o pikiecie, pracodawca zapłacił szybkim przelewem. Byłe już pracownice tej firmy mogły doświadczyć podejścia szefa. Najpierw wysłał z komórki swoje zdjęcie spod komisariatu, sugerując, że na proteście będzie interweniować policja (policja oczywiście była, jak to na każdym zgromadzeniu, ale nie podjęła żadnych działań). Podczas pikiety próbował straszyć pikietujących i wyrywać megafon, nazywał byłe pracownice "złodziejkami". Jednak swoim postępowaniem tylko się ośmieszył i spowodował jedynie większy gniew protestujących. Pikieta odbyła się zgodnie z planem.

Do wrocławskiej sekcji ZSP zgłosiła się była pracownica sklepu „I Love Bio” — wrocławskiej sieci dystrybuującej żywność ekologiczną, w tym także produkty opatrzone symbolem Fair Trade.
O., jak nas poinformowała, pracowała w „I Love Bio”, sklepie należącym do Przemysława Eliasza, przez ponad dwa tygodnie, za co nie otrzymała należnego wynagrodzenia. Właściciel nie zatroszczył się nawet o podpisanie z O. umowy (dopiero po dwóch tygodniach O. doprosiła się o wstępną wersję umowy, która nie została jednak podpisana, zatem w świetle prawa O. pracowała na czarno).
Próby kontaktu z szefem w celu odzyskania zaległego wynagrodzenia oraz podpisania umowy nie przynoszą spodziewanego rezultatu — nie odpisuje na e-maile, nie odbiera telefonów, zignorował także pisemne żądania do zapłaty. W rozmowach z ZSP próbował przedstawiać fałszywy obraz sytuacji, m.in. zrzucając na byłą pracownicę winę za niepodpisanie umowy, mimo że jest to obowiązkiem pracodawcy już w pierwszym dniu pracy. Szef oskarżał ją także o niezrealizowanie szkolenia BHP, co okazało się zwykłym kłamstwem. O. dysponuje pisemnym poświadczeniem o odbyciu szkolenia (nie wspominając już o tym, że dopilnowanie tego jest obowiązkiem pracodawcy, nie pracownika, o czym przypomnieliśmy mu w rozmowie telefonicznej). W rozmowie telefonicznej z przedstawicielem ZSP właściciel zaproponował zapłatę zaledwie połowy kwoty wypracowanej przez O.
Prosimy wszystkich, zarówno byłych, jak i obecnych pracowników, którzy czują się poszkodowani przez Przemysława Eliasza o kontakt. Jednocześnie nie polecamy zakupów w miejscu, w którym w tak rażący sposób łamie się prawa pracownicze. W sklepach „I Love Bio” nie nabędziecie towarów rzeczywiście godnych miana Fair Trade. Wzywamy do bojkotu tego sklepu i zapowiadamy kolejne działania w tej sprawie.
